Sesje wisteriowe… fioletowy zawrót głowy

Sesje wisteriowe… fioletowy zawrót głowy

Wkrótce zakwitnie moja ukochana wisteria. Około 10 lat temu zasadziłam ją wokół mojego domu, na wejściu oraz dookoła tarasu. Zachwyciły mnie zdjęcia w internecie tej przepięknej rośliny. Gdy dowiedziałam się, że rośnie jak szalona- około 6-7 m rocznie, to pomyślałam, że ona jest dla mnie! Lubię szybki efekt, a nie oczekiwanie latami na to co upragnione, już, teraz, w tej chwili! Moja radość była przedwczesna, bo okazało się, że długość rocznego przyrostu nie jest wprost proporcjonalna do ilości kwiatostanu. Było to jednak odrobinę trudniejsze…. Cóż, dzieciństwo spędziłam mieszkając w bloku, ogrodnictwo było jeszcze niezgłębioną dziedziną. Jednak umiłowanie do pięknych roślin pobudzało mnie do działania otaczania się tymi kapryśnymi cudami natury. Zapowiedź tego fioletowego piękna była jednak tak kusząca, że warta wysiłku i wyrzeczeń 😉 Co roku pojawiały się na mojej roślince cudowne grona kwiatowe i z każdy rokiem ich OSZAŁAMIAJĄCY!!! zapach, przypominający najdroższe perfumy budził moją wenę wiosną.

Jak to z roślinami bywa są lata, kiedy kwitnie obficiej, a są lata kiedy bywa kapryśna lub po prostu potrzebuje odpoczynku. Jednej rzeczy nie przewidziałam. Na wejściu domu wkopałam po każdej stronie dwie sadzonki innej nazwy. Teraz okazuje się, że nie kwitną synchronicznie. Jedna strona zakwita szybciej, druga trochę później. Widać to na załączonym zdjęciu frontu domu. Dziele się dziś z Wami moimi wisteriowymi wspomnieniami i z radością oczekuję na tegoroczne kwitnienie.

 

 

Prześlij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Pin It on Pinterest